aktualności

2013-09-25

Media o TZMO - Puls Biznesu 19.09.2013

Toruńskie Zakłady Materiałów Opatrunkowych (TZMO), choć ich sukces to prawdziwy fenomen, nie zamierzają spocząć na laurach.


Planują ekspansję na nowych rynkach i megainwestycje. Największe projekty zrealizują w Rosji i USA.

W 2014 r. będziemy gotowi rozpocząć inwestycję w USA. Chcemy zbudować zakład produkcyjny — deklaruje Jarosław Józefowicz, prezes TZMO.


Wcześniej spółka podpisze umowy z sieciami szpitali, z którymi właśnie negocjuje. Jedna umowa ze średnią siecią szpitalną może zapewnić firmie dostęp do ponad 200 lecznic. W Rosji, która jest obecnie największym rynkiem zagranicznym TZMO, firma zakończyła w tym roku inwestycję na Syberii. Centrum marketingowo-szkoleniowo-logistyczne pochłonęło ok. 40 mln zł. Być może powstanie tam również fabryka wyrobów medycznych dla szpitali. Na Syberii, gdzie odległość mierzy się w godzinach podróży samolotem, polska grupa radzi sobie bardzo doskonale. Na koniec 2012 r. przychody TZMO realizowane w tym regionie wyniosły blisko 200 mln zł. Jak zapowiada Tomasz Sułkowski, dyrektor generalny Bella Siberia, w kolejnych latach powinny rosnąć w tempie co najmniej 15-procentowym. W całej Rosji, gdzie TZMO ma cztery zakłady produkcyjne i duży kompleks magazynowy, jest jeszcze lepiej.

Z marką Bellą jesteśmy liderem rynku higieny kobiecej z ok. 20-procentowym udziałem. Konkurujemy z największymi światowymi koncernami, takimi jak Procter & Gamble. Johnson & Johnson czy Kimberly-Clark — mówi Jerzy Gorkowienko, dyrektor generalny spółki Bella Vostok. Jeszcze lepiej radzi sobie w Rosji marka Seni, pod którą TZMO sprzedaje wyroby higieniczne dla osób z problemami urologicznymi. Ma 60-procentowy udział w rosyjskim rynku takich produktów. Pozycja zobowiązuje — dalszy rozwój w Rosji wymaga kolejnych inwestycji.

Marcin Kowalczyk, dyrektor generalny rosyjskiej spółki Bella, zapowiada budowę trzech centrów marketingowo-logistycznych. — W Moskwie, Sankt Petersburgu oraz Rostowie — mówi Marcin Kowalczyk.

W Moskwie inwestycja ruszy jeszcze w tym roku, dwie pozostałe — w przyszłym. Toruńska grupa nie boi się też Zachodu Europy.

Centra marketingowo-logistyczne chce mieć również w Austrii, Danii, Holandii, Francji i Szwajcarii. To oznacza wydatki na poziomie 160-240 mln zł — przy założeniu, że nakłady na budowę jednego centrum to 20-30 mln zł. Toruńska grupa dba też o rozwój w Azji. Na początku roku wykupiła lokalnego partnera, razem z którym w 2002 r. wybudowała fabrykę w Indiach. Nie zamierza na tym poprzestać. W tym roku obok zakładu produkcyjnego powstanie magazyn. Łącznie na inwestycje na rynku hinduskim zarezerwowała ponad 31 mln zł. Zdaniem Aliny Posłusznej, szefowej hinduskiej spółki TZMO, Indie to bardzo ciekawy rynek, m.in. ze względów demograficznych. Stan, w którym jest zlokalizowana polska fabryka, ma 60 mln ludności, czyli więcej niż cała Polska. A rozwój branży dopiero się zaczyna, bo np. produkty higieniczne dla kobiet nie były tu w ogóle stosowane ze względów kulturowych. To zaczyna się zmieniać.

Rynek dopiero raczkuje, ale jest atrakcyjny, o czym świadczy obecność światowych graczy. My rozwijamy się bardzo dynamicznie, nasze roczne obroty przekraczają 10 mln USD, a dynamika sprzedaży sięga 50-60 proc. — podaje Alina Posłuszny.


OKIEM EKSPERTA

Inwestycja vs darmocha

JACEK SOCHA
były minister skarbu, partner w PwC

Mamy w Polsce przykłady bardzo udanych prywatyzacji pracowniczych, jak Pesa Bydgoszcz czy Warta Glass. Nie widzę w takim modelu sprzedaży niczego złego. W sytuacjach, kiedy pracownicy musieli niejednokrotnie zadłużać się, czy wyciągać oszczędności na wykup firmy, wcześniej robili analizę ryzyka i opłacalności. Zależało im na rozwoju firmy, nawet jeśli płatności za wykup były podzielone na raty czy częściowo umarzane. Zupełnie inna sytuacja jest, kiedy pracownicy akcje dostają. Krytycznie podchodzę do idei 15 proc. akcji dla pracowników przy prywatyzacjach, uważam to za bezsensowne rozdawnictwo. Historia pokazuje, że albo te akcje były szybko sprzedawane, albo pracownicy trzymali je i finalnie na nich stracili. Nie angażowali się w rozwój firmy: brali akcje tylko dlatego, że im je dawano.

Puls Biznesu, 19.09.2013
» powrót
aktualności
Nasza strona używa plików Cookies w celu zapewniania wygody korzystania z serwisu oraz w celach statystycznych. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na politykę cookies
Rozumiem
YouTube